piątek, 10 maja 2013

Shinnitori 03

Ni stąd ni zowąd dostałam lekkiego ataku paniki. Widząc przeraźliwe płomienie żrące całe wnętrze salonu zamarłam w bezruchu. Patrzyłam na swoje blade dłonie, mokre od lejących się łez z oczu. Obraz stawał się mniej wyrazisty,a ja wciąż z wielkim trudem próbowałam oszukać samą siebie - wmówić, że to tylko koszmar...,że to nieprawda, jednakże nadal nie dawało mi to poczucia pewności.
Trzymając kurczowo prawą ręką kosę , przyparłam się ciałem do najbliższej ściany. Zamknęłam oczy, po czym prędko ukryłam twarz w dłoniach. Szloch nie ustawał ani na chwilę, a ciężki oddech sprawiał trudność zaczerpnięcia powietrza. Moich uczuć nie dało się ot tak opisać...Nigdy czegoś tak niezmiernie okropnego nie przeżyłam..
Niebieski ogień zbliżał się ,czułam to. Czułam jak dotyka moich szczupłych nóg i je pożera swoim... chłodem ? Krzyknęłam rozpaczliwie, obawiając się najgorszego, ale kiedy otworzyłam oczy...Nic już nie było takie same.
Biel zmieszana z elegancką czernią wypełniała cały, olbrzymi korytarz. Omijające mnie osoby rzucały najzwyklejsze spojrzenia, szepcząc do siebie co każdy krok bądź normalnie rozmawiając. Nie miałam pojęcia jak zareagować. Przecież przed chwilą stałam jeszcze sztywno oparta o ścianę pokoju gościnnego,a teraz... Przełknęłam cicho ślinę i zaczęłam się poważnie rozglądać po ciekawym otoczeniu. O dziwo wcześniejsza kosa nadal była w moim posiadaniu - w zaciśniętych dłoniach. Chyba zdołała to przetrwać tylko ona...
Stawiając wreszcie pierwsze kroki po lśniących bielą panelach podłogowych, poczęłam rozmyślać. Chciałam dojść w końcu do własnego rozsądku. Nie zważając na wszystko inne ,  poczułam niespodziewany, delikatny ból pleców. Odwróciłam się natychmiastowo.
- Um...Przepraszam,  po prostu się...- ujrzałam przed sobą bruneta o orzechowych, ciemnych oczach. Miał poważną minę, lecz widać było ,że nieco zaniepokojoną. Dodał po szybkim namyśle, wpatrując się we mnie - ...spieszę.
Poczułam jak przechodzą mnie ciarki. Moja śmierć , spotkanie Shinigami , płonący dom ,a teraz jeszcze tego mi brakowało ? A niech to szlag.
- N-Nie szkodzi . - odparłam niepewnie.
- Ehm , no , no to dobrze. - rzucił stanowczo , odchodząc.
Spojrzałam jeszcze przez dosłownie jedną sekundę w jego stronę. Tutejsi ludzie chyba nie są wobec siebie na tyle uprzejmi, aby choć trochę spróbować zapoznać się z nową osobą. Zapowiada się wręcz wspaniale ~
Idąc w głąb "niekończącego" się korytarza budynku, czułam pochłaniające mnie napięcie. Mijające się ze mną osoby, chichotały nikczemnie - a przynajmniej tak mi się zdawało. Lekkie krople potu poczęły spływać po moim czole, zasłoniętym grzywką na boku. Co miałam robić niby w takim obcym mi zupełnie miejscu ? Nawet nie miałam pewności czy to aby na pewno jest wspomniany świat Shinigami. Krążąc w kółko i wbijając wzrok w lśniącą podłogę, zastanawiałam się czy naprawdę warto było walczyć o taką tajemniczą osobę jak ja. Zamkniętą w swoim świecie marzeń, nie żyjącą rzeczywistością, a wolącą nieprawdziwość. Podczas moich rozmyślań, poczułam gwałtowny ciężar na moim ramieniu. Spoglądając za siebie dostrzegłam Kersona.
- Wybacz, panienko Shinnori. Wiemy jak z trudem było ci przejść przez ognisty portal wejściowy. Powinniśmy to przewidzieć wcześniejszym czasem. Składam ci,więc ogromne przeprosiny. - wyjaśnił Kerson, puszczając moje ramię.
- Spokojnie, jakoś ten fakt przeboleję. - mruknęłam poirytowana. - Ognisty portal  ? To znaczy, że
mój rodzinny dom wcale nie stanął w płomieniach ?
- Owszem. Możesz być o to spokojna. - potwierdził starzec, opierając się o czarny kij, który na ogół nieustannie trzymał.
- W takim razie...Należę już do was, tak ?
- Niezupełnie. - odchrząknął.
Przechyliłam głowę, spoglądając na niego pytająco.
- Rzecz w tym,  że musisz oswoić się z tym miejscem, a także podjąć się początkowych treningów. - uśmiechnął się.
- Um... Nie do końca pojmuję...
- Może zechciałabyś wybrać się ze mną do Biura Zakonu ? Tam wszystko na spokojnie omówimy. Nikt nas nie podsłucha. Będziesz mogła zapytać o co tylko zechcesz. - zaproponował, otrzepując materiał płaszcza.
- Dobrze. - przytaknęłam nerwowo.
Kerson nakazał mi iść wciąż za nim. Chciał też,abym próbowała zapamiętać drogę do Biura Zakonu. Ciekawym jednak jest, dlaczego tutaj będę musiała podjąć się nauki ? Przecież to nie szkoła...,lecz jak wiadome nic nie wiem o owym świecie. Spodziewam się wielu rzeczy, które na bank mnie zaskoczą i  to zapewne nie jeden raz. Pełne obawy lepiej zostawię sobie na później. Teraz muszę wykorzystać jedynie rozsądek.
Postarzały żniwiarz podchodząc bliżej zamka, włożył srebrzysty klucz, następnie przekręcił go w prawo, lewo,lewo,prawo. Poskutkowało. Drzwi otworzyły się z cichym chrobotem. Wydawało się nawet, że zaraz mogą wypaść z zawiasów i dosłownie runąć na ziemię. Przekroczyłam granicę dzielącą korytarz od Biura. Kerson delikatnie zatrzasnął wejście, po czym dał wyraźny znak,że bez krępacji pozwala mi spocząć w fotelu. Kiwnęłam na to głową siadając i próbując choć na chwilę się rozluźnić. Te cudowne uczucie pięknej skóry siedziska, było niczym niebo. A raczej... drugie niebo, te mało rzeczywiste.
Obserwowałam jak zasiadał ostrożnie po drugiej stronie biurka. Zapadło głębokie milczenie. Wolałam aby to on rozpoczął rozmowę. Ni stąd ni zowąd spełniła się moja myśl.
- Droga Shinnori...
- Prosiłabym o użycie skrótu - Shini. Jakoś nie przywykłam do pełnego imienia. - wytknęłam, jednak po namyśle stwierdziłam,że nie powinnam w ogóle się odzywać.
- Najmocniej przepraszam. Nie wiedziałem. - skrzywił się nieco,ale po sekundzie na jego twarzy znów ukazał się szeroki uśmiech. - Ah ,więc wracając... Sprawa tyczy się poważniejszych rzeczy. Zasady dotyczą wszystkich bez wyjątku. Mówiąc ZASADY ,mam na myśli treningi amatoristów.
- "Amatoristów" ? Co to znaczy ? - spytałam.
- Amatoristami nazywamy tych,którzy są tu po raz pierwszy i mają obowiązek treningów przed wykonywaniem swojego praktycznie rzecz biorąc , codziennego zadania Shinigami- Vallroffen. Jednakże do tego dojdziemy w odpowiednim momencie. Póki co twoim celem jest ów trening amatoristów, zwany też treningiem TORI.
- Rozumiem. Co się robi na tych zajęciach ? Domyślenia podpowiadają mi coś w rodzaju sprawności fizycznej, czyż nie ?
- Otóż to, Shini. Sprawność jest bardzo ważnym elementem TORI. Tak samo spryt, odwaga, taktyka oraz ...wiara w swoje dokonania. Pamiętaj o tym. Poddawanie się oznacza wielką przepaść pomiędzy tobą,a życiem. Jeżeli nie chcesz do niczego dążyć - nie chcesz żyć. - dokończył, przesuwając po biurku w moim kierunku kartkę. - Sprawdź wszystko dokładnie. Tu są rozpoczęcia zajęć treningów, zakończenia, posiłki i czas wolny. Proponuję tobie też wziąć udział w dodatkowym przedmiocie. Nazywając rzecz po imieniu - lekcja Inaaru.
- Co takiego ? - popatrzyłam na kartkę, wodząc wzrokiem każde słowo w poszukiwaniu "Inaaru". Znalazłam je już po kilku sekundach ; "Lekcja Inaaru - nauka zastosowania prawidłowego języka Shinigami oraz rozmaitych technik obronnych bądź służących atakom  (ferro. 8:30 - 11:00, ogród Perlagonia)".
Gdy napadł mnie zamiar zadania jeszcze kilku pytań, rozległ się głośny trzask drzwiami o ścianę. Echo odbijało się z każdą sekundą o różne strony i wpadało do najcichszych kątów pomieszczenia.
Wciągnęłam większą ilość powietrza do płuc. Chciałam być przygotowana na wszystko co mogło stać się możliwym. Wbiłam wzrok w osobę, która wpadła do pokoju Zakonu. Jak widzę , kolejne okazanie "uprzejmości" ze strony innych.
- Kersonie , to skandal ! - warknęła groźnie kobieta, podbiegając do biurka.
- Lilioth, uspokój się. Co ma znaczyć to najście ? - starcowi zniknął uśmiech , który zastąpiła ponura mina.
- Jesteś przezabawny. Udajesz, że nie wiesz o co chodzi, a tak naprawdę bardzo dobrze się orientujesz... Wytłumacz mi ... Dlaczego ona tu jest ?! - spytała nieznajoma nadal nie spuszczając wzroku ze żniwiarza.
Milczałam. Wcale nie miałam takiej potrzeby, aby się wtrącać. Po za tym...zależało mi na poznaniu dalszego rozwoju wydarzeń.
- Panienka Shinnori od dzisiaj do nas dołączyła. Miała takie prawo. - odrzekł z powagą.
- A ja za to zawsze dowiaduję się ostatnia ! Dobrze zdajesz sobie z tego sprawę...Narażasz nas na ogromne niebezpieczeństwo !
- Czasem po prostu musimy podjąć ryzyko, nie ważne jak wielkie sprawi nam problemy. - westchnął.
- Oszalałeś już do reszty ?! Ona NIE MOŻE tu dłużej zostać. Musisz oddać ją w ręce Śmierci. Tylko to będzie w stanie nas uchronić. - stwierdziła Lilioth, poprawiając krwisto czerwoną sukienkę i zarzucając swoje długie, szare włosy na plecy.
- Ekhm ...Shini...Prosiłbym cię o opuszczenie Biura Zakonu. Jak widzisz jest pewna sprawa ,którą muszę omówić. - oświadczył ,wstając z krzesła. Odprowadzając mnie do wyjścia ,dodał : - Jutro być może pojawię się na treningach TORI. Będziesz zaliczać pierwszy egzamin amatoristów ze sprawności. Żegnaj , Shini .

Najwyraźniej jutro czekał mnie ciężki dzień. Jednakże jutrzejszy na pewno nie będzie równał się z tym ... W dodatku ta cała sytuacja z Kersonem i Lilioth . Kim ona jest ? Dlaczego zarzuciła mi takie oskarżenia ? Co dopiero tu trafiłam ,a już czuję  się demonistycznym wrogiem świata Shinigami.

********************************************************************************

Teraz nie pozostaje mi nic innego ,jak zacząć powoli myśleć nad czwartą częścią. Pożyjemy - zobaczymy ... co będzie się działo . ;w;

Nani ~



















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz